Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
21:Shippuden

Licznik
50794

Księga
Dodaj do Księgi
Ksiega Gości

O mnie

NarutoFever.com
NarutoFever.com Naruto Love Compatibility Test
To mi naprawde tak poowychodzilo za pierwszym razem... przysiegam...







...









postaci :


Gaara


imię: Gaara
wiek : 13, 15
wzrost : 148.1, 182
waga: 40.2, 65
grupa krwi: AB
rodzina: Temari, Kankuro
przyjaciele: Aya
historia: Gaara od dziecka ma straszne zycie. Stracił matkę kiedy się urodził (konkretnie to nieświadnomie ją zabił). Jako sześciolatek przezył wsztrząs, kiedy jego wujek, Yashamaru, wystawił go do wiatru i próbował zabić. Od tej pory Gaara jest bezwzględny, zimny i pozbawiony uczuć (czy na pewno?).
siła: 100/100
chakra: 100/100
moc: 100/100
zwinność: 50/100
inteligencja: 85/100
lubi: akto go wie....
nie lubi : wiekszości rzeczy
kocha: Ayę




Aya


imię: Aya
wiek: 13, 15
wzrost: 170, 173
waga: 45, 57
grupa krwi: bo ja wiem....
rodzina: brak rodziców, nie wie, co się z nimi stało, brat przyrodni Yamako, bracia Sasuke i Itachi, wujkowie Jiraya i Kakashi
przyjaciele: Gaara, Temari, Hinata, Izumi, Yama, Ruka, Takai
historia: nigdy nie widziala rodziców. Mieszka z bratem i wujkiem Kakashim. Odkrywa rodzinną tajemnice....
siła: 90/100
chakra: 99/100
zwinność: 95/100
inteligencja: 85/100
lubi: walczyc, jeść sushi
nie lubi: ognia, różowego koloru
kocha: Gaare





Sasuke


imię: Sasuke
wiek: 13, 15
wzrost: 152.3, 185
waga: 43.5, 67
grupa krwi: AB
rodzina: brak rodziców, wujkowie Jiraya i Kakashi, siostra Aya
przyjaciele: Naruto, Sakura
historia: napisze jszcze XD
siła: 100/100
chakra: 100/100
zwinność: 100/100
inteligencja: 75/100
lubi: walczyc,
nie lubi: dużo rzeczy
kocha: Sakurę

(pozniej dodam reszte)





Dodaj do Ulubionych

Archiwum

2008
Sierpień
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień


Ulubieni














Linki


Parodia Naruto
saukra sprytna i wybitna
Gaara nauczycielem? - parodia
Gaara - Falala

Kluby


{kluby}

Szablon

Html by Paula^^
Więcej na Szablony by Watashi



21:Shippuden

Cała notka jest poświęcona Shippuden, wiem, ze te rzeczy się tam nie działy, ale wiecie gdzie to mam. Utrudnia to trochę siadanie ale jakoś z tym żyję. W każdym razie na prośbę Zettaini wprowadzam nową osobę. Poza tym, kilka osób mówiło mi, że wolało, jak było w pierwszej osobie, a reszta nic nie mówiła, więc wracam do osoby pierwszej. Mam nadzieję, że się spodoba notka. Hugs and Kisses for Zettaini, Rabbit, Miyoko i Kingusi4 i tych, którym chce się czytać to opowiadanie. Pozdrawiam, a teraz, tradycyjnie, macie notkę. I pamiętajcie, jest długaśna, więc jeśli dotrwacie do końca, to rządzicie xD


---------

„Gdzie on jest?” myślałam, bębniąc palcami o blat stołu w kuchni. Gaara powinien był wrócić do domu już kilka godzin temu, a jego nadal ni widu ni słychu. Trochę dziwne by było, gdyby przynieśli mu dziesięć plików papieru akurat w piątek, jakby nie można było później. Westchnęłam. Życie Kazekage jednak nie jest takie piękne i usłane różami, jak to się niektórym naiwnie zdaje. Trzeba siedzieć w dusznym biurze, podpisywać stosy papierów, co jakiś czas mówić coś do ludu i nosić takie obciachowe sukienki. Znowu spojrzałam na zegarek. Kto normalny każe ludziom przesiadywać w pracy do drugiej nad ranem i to Od wieczora poprzedniego dnia? Ja rozumiem, że on nie śpi, ale żeby aż tak to wykorzystywać… W końcu usłyszałam jak drzwi się otwierają. Od razu zerwałam się z krzesła i w te pędy pobiegłam do korytarza. Trochę zawiedziona ujrzałam Temari, bladą i bliską płaczu.
- Temari? – dziewczyna rzuciła mi nieobecne spojrzenie.
- Aya. – powiedziała słabym głosem. – Gaara został porwany. – Przez moment myślałam, że ze mnie żartuje, ale popatrzyłam na jej minę i Od razu opuściła mnie ta myśl. Zamrugałam szybko.
- Jak to porwany?
- Normalnie. – powiedziała Temari siadając na kanapie. – Porwało go Akatsuki. Nikt nie wie, dlaczego. Przyleciał jakiś blondyn z kucykiem na wielkim białym ptaku. Kankuro ruszył za nimi w pogoń i jeszcze nie wrócił. Kilka drużyn poszło go szukać. Mam nadzieję, że nic im nie będzie. – głos Temari się załamał, a potem wybuchła płaczem. – O boże, przecież Kankuro nie poradzi sobie sam przeciwko nim wszystkim! A jeśli mojemu młodszemu bratu coś zrobią, to… to… - łkała. Zbladłam i wzdrygnęłam się na samą myśl o tym, co właściwie mogą mu zrobić. Podeszłam do Temari i ją przytuliłam.
- Nie martw się, Temari… - powiedziałam, czując, że i mi głos się załamuje.


~~*~~


- Aya, zbieramy się. – oświadczyła Temari wpadając do salonu.
- A co się stało? – spytałam.
- Przyprowadzili Kankuro. – powiedziała. Zebrałyśmy się i pobiegłyśmy do szpitala. W korytarzu stali już Naruto, Hinata, Sakura, Sasuke, Kakashi, babcia Chiyo, i jakiś dziadek, którego nigdy wcześniej nie widziałam.
- Co się stało? – zapytałam ich.
- Chłopak jest zatruty, i nie można usunąć jadu. – powiedział Kakashi, jak zwykle spokojny, nawet w takiej sytuacji. Popatrzyłam na drzwi, których dopadła Temari i wpadła do środka. Zobaczyłam też zrezygnowane miny lekarzy. Widać było, że nie wiedzą, co zrobić.
- Sakura. – powiedziałam. Dziewczyna podniosła głowę.
- Tak?
- Chodź. – oświadczyłam, wchodząc do pomieszczenia. Za mną weszła Sakura i zamknęłyśmy drzwi.

~~*~~

- Co one robią? – zapytał Naruto Kakashiego.
- Myślę, że idą ratować tego biedaka.
- Ale Aya przecież… - zaczął chłopak.
- Aya, mój drogi, brała lekcje u Tsunade razem z Sakurą, tylko nikomu o tym nie mówiła. Chciała być medic ninją. No i Tsunade wypracowała w niej niezwykłą siłę. – oświadczył Kakashi nie patrząc na Naruto, który za to wpatrywał się w drzwi, za którymi dziewczyny właśnie ratowały Kankuro życie.

~~*~~

- A wy co tu robicie? – oburzył się jeden z lekarzy.
- Przyszłyśmy tu mu pomóc. – oświadczyłam. Lekarz już miał zaprotestować, ale niewiadomo skąd pojawiła się tam babcia Chiyo.
- Niech pomogą. – powiedziała zmęczonym starością głosem. Lekarz po chwili wahania skinął głową. Sakura wzięła wstążkę i związała swoje różowe włosy. Ja miałam już związane w dwa kucyki z tyłu głowy, więc nie musiałam. Podeszłyśmy do Kankuro. Widać było, że bardzo cierpi. Sakura wzięła do ręki skalpel.
- Aya, wiesz co robić. A wy przytrzymajcie go. – nakazała lekarzom, którzy zrobili to, o co prosiła. Sakura przecięła skórę na brzuchu Kankuro. Wtedy ja przyłożyłam do rany rękę, wokół której pojawiło się zielona poświata. Trucizna zaczęła wychodzić z ciała chłopaka. Kankuro zaczął rzucać się na stole, więc lekarze musieli przytrzymać go mocniej. Kiedy cała trucizna z tego miejsca została wyjęta, wrzuciłam ją do miski z wodą. To samo zrobiłyśmy jeszcze w kilku miejscach, aż w końcu cały jad został usunięty. Kankuro został opatrzony. Wtedy lekarze pozwolili wejść też reszcie do środka. Wtedy Kankuro otworzył oczy i usiadł na stole operacyjnym. W tym samym momencie usłyszałam głos po mojej prawej stronie.
- No nieźle. – odwróciłam głowę. Na parapecie siedziała dziewczyna z brązowymi włosami i żółtymi oczami.

Image Hosted by ImageShack.us

(taka tylko bez gitary)


- No jak tam Kanky? Widzę, że już z tobą lepiej. – powiedziała, robiąc duży balon z gumy, którą żuła. Kankuro rzucił jej wściekłe spojrzenie. Byłam lekko zaskoczona ta wizytą, szczególnie, że widziałam dziewczynę pierwszy raz w życiu na oczy. Dziewczyna zwróciła swój wzrok na mnie i prześwidrowała mnie wzrokiem z góry na dół. Poczułam się jak podczas rentgena. Dziewczyna rzuciła mi pełne powątpiewania spojrzenie, które mocno mnie zdenerwowało.
- A ty to kto? – powiedziała dziewczyna tonem, który wskazywał na to, że ma mnie za idiotę. Wyprostowałam się.
- Nazywam się Aya Uchiha. – powiedziałam
- Uchiha? – powtórzyła dziewczyna robiąc wielkie oczy.
- Owszem.
- W takim razie gdzieś tu powinien być… - dziewczyna omiotła wzrokiem resztę osób na Sali, Az zatrzymała go na… - Sasuke! Jak niemiło cię znów widzieć.
- I nawzajem. – odparł chłodno Sasuke. nie za bardzo rozumiałam, o co chodzi, ale chciałam się dowiedzieć, kim dziewczyna jest.
- Kim ty jesteś? – zapytałam. Dziewczyna uśmiechnęła się pewnie siebie.
- Nazywam się Zettaini.
‘‘Ale głupie imię” – pomyślałam.
- Nie głupsze niż twoje. – powiedziała spokojnie dziewczyna. ‘‘Ona umie czytać w myślach?” przeszło mi przez głowę, zanim się powstrzymałam.
- Owszem. – odparła. Myślałam, że padnę na ziemię, i już mnie nie podniosą, ale jakoś powstrzymałam się.
- Słyszałam, że Kazekage został porwany. – powiedziała Zettaini takim tonem, jakby mówiła o przyjęciu urodzinowym.
- Tak. – wycedziłam.
- Czyli ruszamy na misje ratunkową, nie? – oświadczyła Zettaini pogodnie.
- Jakie ‘‘my”? Ty nie idziesz. – powiedziałam wściekła do granic możliwości.
- Mogę się przydać. – ciągnęła Zettaini, tak, jakbym nic nie powiedziała wcześniej. – Mam umiejętności potrzebne do takich misji.
- Poradzimy sobie, ale dzięki za dobre chęci. – oświadczyłam chłodno.
- A ty co taka nastroszona? Wyluzuj trochę. – powiedziała Zettaini schodząc z parapetu.
- Jak mam się wyluzować? Gaara został porwany i…
- Eee… tam. Przecież idziemy tam tylko na misję, to chyba nieważne czy on wróci z tego cały, czy nie. – powiedziała Zettaini wzruszając ramionami.
- Nie wiem jak ty, ja tam idę tylko po to, żeby go uratować, i nie obchodzi mnie tylko to, czy ja wrócę z tego cało. – wycedziłam przez zaciśnięte zęby. Zettaini wybuchła śmiechem.
- Nie opowiadaj takich bzdur, już nie posuwajmy się do takich heroicznych czynów. W końcu to tylko Kazekage. – poczułam się, jakbym dostała w twarz. miałam ochotę rozszarpać dziewczynę na strzępy.
- Może dla ciebie to ‘‘tylko Kazekage”, ale dla mnie to ktoś więcej. – starałam się zachować spokój. Dziewczyna prychnęła.
- A moim zdaniem przesadzasz, poza tym nie będę się z tobą wdawać w dyskusje, im prędzej zaczniemy misję, tym lepiej. – powiedziała, po czym zwróciła się do Temari.
- Wyruszamy teraz? Natychmiast? W tej wiosce tak mało się dzieje, że najchętniej bym poszła na misje rangi A.
- To się ucieszysz, bo to JEST misja rangi A. – powiedziała Temari. – I wyruszymy dopiero po uzbieraniu drużyny. - Zettaini przewróciła oczami, a ja poczułam, że raczej jej nie polubię.

~~*~~

Drużyna składała się ze składu: Zettaini, Ja, Sasuke, Kakashi (grupa pierwsza), Naruto, Sakura, Temari, babcia Chiyo (grupa druga), Neji, Lee, TenTen, Gai (grupa trzecia).

~~*~~

- To ruszajmy. – powiedziałam, Kiedy Wszyscy stanęliśmy za bramą Suny. Reszta skinęła głowami i wszystkie nasze grupy rozproszyły się. My dostaliśmy do sprawdzenia pustynię. Zdecydowaliśmy się iść, żeby nie przeoczyć żadnych śladów, które by nas doprowadziły do miejsca, w którym aktualnie przebywał Gaara. Wszyscy milczeliśmy, oprócz Zettaini, która co chwila rzucała teksty w stylu „O, matko, ale tu gorąco”, „Musimy się tak ślimaczyć?” i „Kiedy nas ktoś w końcu zaatakuje?” W końcu nie wytrzymałam i odwróciłam się do niej.
- Mogłabyś się przymknąć? – warknęłam.
- A bo co? – prychnęła Zettaini. Stanęłam w miejscu. Sasuke i Kakashi odwrócili się i też się zatrzymali.
- Bo ci przywalę.
- O, już się boję. Ty miałabyś przywalić mi? Nie wydaje mi się? Za krucha jesteś. – powiedziała Zettaini składając ręce na piersiach. Wtedy, żeby udowodnić jej, że to nieprawda, z całej siły uderzyłam jedną ręką w wysoką wydmę, która była obok nas. Piasek prysnął na wszystkie strony, na wysokość kilkunastu metrów, po czym powoli opadł. Po wydmie nie było ani śladu. Przez moment Zettaini była trochę zaskoczona, ale potem znowu przywołała na twarz swój złośliwy uśmieszek.
- Być może, ale jak się zdenerwuję, to możesz mi wierzyć, mogę zlać cię na kwaśne jabłko. – rzuciłam jej wściekłe spojrzenie.
- No jasne. – powiedziała Zettaini, wymijając mnie. Miałam ogromną ochotę do niej podbiec i przejść Od słów do czynów, ale przypomniałam sobie, w jakim celu jesteśmy na misji, więc też ruszyłam. Kakashi i Sasuke wymienili wymowne spojrzenia. Po kilku godzinach marszu dojrzałam kogoś na jednej z wydm.
- Poczekajcie, tam ktoś jest. – powiedziałam, wskazując na zarys postaci. Zatrzymaliśmy się. Wtedy postać zaczęła robić się coraz wyraźniejsza i większa, aż w końcu przed nami stanął człowiek (chyba) w pomarańczowej masce (tak, już domyślacie się kto to? 8D) i długiej czarnej szacie w czerwone chmury.
- Znowu to Akatsuki. – mruknął Sasuke.
- Kim jesteś? – zapytałam. Postać nic nie odpowiedziała, tylko sięgnęła za siebie i wyjęła z wielkiej kabuty długi i gruby miecz, po czym zamachnęła się i ostrze już mknęło w jej ręce ku mnie. Szybko podskoczyłam, żeby nie skończyć żywota w takim momencie, po czym stanęłam na ostrzu, z zamiarem wytrącenia go z ręki przeciwnika. Ale on nie zareagował, a miecz nie upadł na ziemię, za to chłopak znikł i spadłam na piasek. Podniosłam się i strzepałam go z siebie.
- Sasuke, kto to jest?
- O ile mnie pamięć nie myli, to to jest Tobi. – odwróciłam się i popatrzyłam na niego z niedowierzaniem.
- Tobi? Nie rób sobie ze mnie jaj, kto normalny tak się nazywa i jest w Akatsuki. – prychnęłam.
- Ale on nie jest do końca normalny. – mruknął Kakashi.
- Co masz na myśli?
- To, że on nie jest do końca człowiekiem. Do tego ma Sharingan w jednym z oczu.
- To tak jak ty. – zauważyłam.
- No, nie do końca. Bo on drugiego oka nie ma.
- Nie ma?
- To dość długa historia, a teraz nie mamy na to czasu. – powiedział Kakashi, po czym wykonał kilka gestów ninjutsu i wyciągnął przed siebie ręce. Przez chwile wydawało się, że coś nie wyszło, ale po chwili wokół dłoni zaczęły pojawiać się wyładowania elektryczne, które Kakashi skierował w stronę Tobi’ego. Kiedy pioruny były tuż przed Tobim, chłopak szybkim ruchem wyjął miecz, i zasłonił się nim. Pioruny rozpłynęły się w powietrzu.
- Niesamowite. – powiedział Kakashi. – Ale nie ukrywam, że spodziewałem się, że przyślą nam twardych przeciwników. – Kiedy skończył, Sasuke uznał, że on powinien również spróbować. Uaktywnił Sharingan i wykonał serię wielu skomplikowanych ruchów, które były metoda tysiąca ptaków. Sasuke zerwał się z miejsca i podbiegł do Tobi’ego. Zamachnął się, i Kiedy uderzył, wokół nich wzbiły się chmury piasku. Kiedy opadły, naszym oczom ukazał się nieprzyjemny widok; Sasuke miał rękę całą we krwi, ponieważ uderzył miecz, teraz również zakrwawiony. Sasuke skoczył i wrócił do nas.
- Teraz ja. – powiedziała Zettaini. Wykonała skomplikowane ninjutsu i po chwili stanęła w płomieniach, które w ogóle jej nie parzyły; była nimi tylko otoczona. Dziewczyna złożyła ręce.
- Ogniste Tsunami! – krzyknęła, po czym nad nią ogień uformował się w jakby ogromną falę, która poleciała prosto na przeciwnika. I tym razem Tobi osłonił się mieczem, co uchroniło go przed spaleniem. Zettaini cmoknęła, po czym złożyła ręce raz jeszcze.
- Języki ognia! – wrzasnęła. Ogień, uformowany w języki poleciał na Tobi’ego. Tym razem nie mógł się obronić mieczem, bo okrążyły go ze wszystkich stron. Chłopak skoczył. Ogień poleciał za nim. Tobi wykonał serię salt, po czym poleciał ze świstem w dół, kręcąc się w kółko; przeciął ogień. Otworzyłam usta ze zdziwienia. Jak można przeciąć ogień? To tak, jakby przeciąć wodę.
- Moja kolej. – oświadczyłam, po czym wykonałam ninjutsu i z całej siły uderzyłam w ziemię. Piasek zaczął wybuchać, tak jakby ktoś podłożył tam miny. I tym razem Tobi użył swojego miecza; tym razem wbił go w piasek, zatrzymując tym samym mój atak.
- To ten miecz. Dzięki niemu z nami wygrywa. – powiedziałam. – Musimy mu go jakoś odebrać. – zmarszczyłam czoło.
- Ciekawe jak, panno silna-i-nadąsana? – powiedziała z ironia w głosie Zettaini. Zignorowałam ją. Zastanowiłam się chwilę i mnie olśniło.
- Już wiem. Ale musimy działać zespołowo. – powiedziałam cicho. – Najpierw Sasuke, odwróć jego uwagę, nie wiem jak, coś wymyśl. Później Zettaini i Kakashi, zaatakujcie go.
- A ty?
- A ja – powiedziałam patrząc na nich z chytrym uśmiechem – zabiorę mu miecz. – Reszta popatrzyła na mnie z powątpiewaniem, ale skinęli głowami. Sasuke pobiegł w stronę Tobi’ego, który zaczął atakować go mieczem; Sasuke zwinnie unikał ataków. Wtedy Zettaini i Kakashi wkroczyli do akcji i ogłuszyli lekko Tobi’ego. To był znak dla mnie. Podskoczyłam do góry, wykonałam ninjutsu i stworzyłam dwa klony. Pierwszy kopnął go w brzuch, i znikł; drugi w twarz, i również znikł, a wtedy ja chwyciłam miecz i wyrwałam go Tobi’emu z ręki. Bezbronny, nie mógł nic zrobić, a wtedy Zettaini użyła swojego ognistego tsunami. Kiedy piasek i dym rozeszły się, zobaczyliśmy, ze Tobi leży bez życia w dziurze z piasku.
- No, chociaż zobaczymy jego twarz. – powiedziałam, podchodząc do zwłok i ściągając mu maskę. Zobaczyłam zwykłego wieśniaka, z obydwoma oczami, źrenicami do góry; całe białka były na wierzchu.
- Ohyda. – powiedziałam z obrzydzeniem.
- W każdym razie wiemy, że to nie Tobi, pewnie zaoferowali coś temu człowiekowi za udawanie, albo już był martwy, i była to tylko marionetka. Nie wiem. Ale musimy iść dalej. – oświadczył Kakashi. Skinęliśmy głowami.

~~*~~

- Stójcie. – powiedział Kakashi w pewnym momencie.
- Dlaczego? – zapytałam, zatrzymując się.
- Sama zobacz. – powiedział. Zajrzałam w miejsce w które wskazywał palcem, przed nami było urwisko, nie za głębokie, ale upadku z niego bym nie przeżyła. Na dnie była niewielka warstwa wody. Stała tam już cała reszta. Skoczyliśmy na dół. (No taki kontrolowany upadek to już bym przeżyła ).
- Hej, coś mamy? – zapytał Sasuke podchodząc do Sakury i przytulając ją na przywitanie. Kątem oka dostrzegłam, że Zettaini mruży oczy, wpatrując się w parę.
- Owszem. Sądzimy, że tutaj mają Gaarę. – powiedział Naruto. Popatrzyłam przed siebie. W skale była ogromna brama zablokowana wielkim kamieniem.
- Mamy jakiś plan? – zapytał Kakashi.
- Tak. – powiedział Gai. Podszedł do Kakashi’ego i coś tam szeptali między sobą, aż w końcu Kakashi powiedział głośno:
- Plan jest przedstawiony grupie trzeciej i drugiej. A wy – zwrócił się do mnie, Sasuke i Zettaini – słuchajcie. Teraz Lee, Neji i Tenten odejdą, a na nasz znak Sakura rozwali ten kamień. Wtedy możecie tam wejść. Skinęliśmy głowami. Poczułam, że serce zaczyna bić mi mocniej z przejęcia. Po jakimś czasie Kakashi już odliczał.
- Trzy… dwa… jeden… Sakura, teraz. – Sakura zerwała się do biegu, zamachnęła i z całej siły uderzyła pięścią w kamień, który roztrzaskał się na wiele mniejszych. Kiedy upewniliśmy się, że nic więcej nie spadnie nam na głowy, Wszyscy weszliśmy do środka. W grocie było bardzo ciemno, dostrzegłam posąg dwóch dłoni i wielka głowę. Potem mój wzrok zjechał niżej. Zobaczyłam Deidarę i Sasori, a za nimi leżał Gaara.
- Czyżbyśmy przybyli za późno? – wyszeptała babcia Chiyo. Nawet nie chciałam o tym myśleć. Przełknęłam ślinę i poczułam, jak gardło mnie piecze. Popatrzyłam jeszcze raz na Gaarę, który miał zamknięte oczy i chyba nie oddychał. Deidara uśmiechnął się złośliwe do Sasori.
- Zrobiliśmy, co mieliśmy. Nic tu po nas. – powiedział i zniknęli. Zamrugałam szybko. Rozejrzałam się. Nikogo na pewno nie było w grocie. Podbiegłam do Gaary i opadłam obok niego na kolana. Standardowo i z przyzwyczajenia sprawdziłam puls. Nic nie wyczułam. Poza tym byłam pewna, że nie oddycha. Poczułam w oczach palące łzy.
- Gaara… masz się obudzić. – powiedziałam. Złapałam go, podniosłam do pozycji siedzącej i zaczęłam nim potrząsać.
- Gaara! Otwórz oczy! – wrzeszczałam. Głowa Gaary tylko odchyliła się do tyłu. Wtedy zastygłam w bezruchu. Łzy strumieniem lały mi się z oczu i skapywały na wyciągnięte ręce.
- Aya. – usłyszałam obok siebie głos Sasuke. Odwróciłam nieprzytomnie głowę. – Już nic nie zrobisz. – położył mi rękę na ramieniu.
- Nieprawda. – powiedziałam głośno, blednąc i strącając rękę z ramienia - Jest coś, co mogę dla niego zrobić. – powiedziałam odwracając głowę z powrotem na Gaarę. Połknęłam kilka łez. – Jest pewna technika, dzięki której przywrócę go do życia. – położyłam go na ziemi i już miałam zacząć, Kiedy odezwała się Sakura:
- Nie! – odwróciłam się. Sakura stała z jedną nogą wysuniętą w przód, blada, ciężko dysząc.
- Co nie? – warknęłam.
- Doskonale wiesz. – powiedziała Sakura. – Wiem, o jaką technikę ci chodzi! Nie rób tego, rozumiesz? – wrzasnęła. Wpatrywałam się w nią w milczeniu, zapuchniętymi Od płaczu oczami. Patrzyłam na nią z litością. Biedna. Nie rozumie, jak daleko mogę się posunąć w imię miłości. Jak niewyobrażalnie daleko. Jakie granice mogę przekroczyć.
- Nie powstrzymasz mnie. – powiedziałam w końcu. – Nikt mnie nie powstrzyma. – Sakura zerwała się do biegu. Złożyłam ręce. Wokół mnie i Gaary wytworzyło się pole siłowe. Sakura wpadła na nie i zaczęła walić w nie pięściami.
- Nie! Przestań! Znajdziemy inny sposób! – darła się.
- O co chodzi, Sakura? – zapytał Naruto, lekko zdezorientowany.
- Wariatka chce się poświęcić! – wrzasnęła Sakura waląc nadal. Wszyscy zbledli. Popatrzyłam na nich ostatni raz. Temari cicho płakała przy wejściu, Zettaini nie płakała; łzy mimowolnie wypływały z jej oczu, nawet tego nie kontrolowała, łzy po prostu spływały. Hinata jęczała coś cicho, Naruto był w szoku, Kakashi, Gai i babcia Chiyo zrozumieli moją decyzję, nic nie robili, ale widziałam na ich twarzach smutek. Lee coś krzyczał, TenTen wypłakiwała się w ramionach Neji’ego, a Sasuke wpatrywał się we mnie błagającym wzrokiem. Odczytałam, co chce mi powiedzieć. Ale ja już podjęłam decyzję. Odwróciłam się z powrotem, złożyłam parę razy ręce. Wokół mnie pojawiła się jasnoniebieska poświata. Sakura zaczęła protestować jeszcze głośniej; zignorowałam to. Przyłożyłam ręce do brzucha Gaary. Wtedy całą grotę wypełniło jasnoniebieskie światło, a ja opadłam bezwładnie na brzuch Gaary. Potem była już tylko biel.


~~*~~

Oślepiające białe światło. Wypełniało wszystko, to gdzie w tamtej chwili byłam. Co to było, nie wiem. Tylko biel. Ogromna. Nicość. Nie było ani początku, ani końca, dna, góry i dołu. Tylko biel. Przez moment wydawało mi się, że spadam, ale nie; mogłam normalnie iść. Kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do bieli, rozejrzałam się. Nie widziałam nic, oprócz tego koloru. Popatrzyłam na siebie; byłam nadal w tych ubraniach, w których byłam w grocie, ale nie miałam żadnych zadrapań, ran, blizn. Ruszyłam przed siebie. Potem zerwałam się do biegu. Nic nie widziałam. W końcu zobaczyłam. Dwa czarne punkty. Przede mną. Gdzieś daleko. Przyspieszyłam. Punkty robiły się coraz wyraźniejsze, tak, widziałam już, to dwie postaci. Jedna siedzi, a druga stoi. Ta druga trzyma coś w ręce. Jest długie. Nie widzę co. Ma kaptur, przysłania twarz. Stanęłam. Teraz widziałam obie postaci wyraźnie. Pierwsza postać siedzi jakby w powietrzu, ale widzę, że siedzi, wszystko przez tą biel. Przetarłam oczy. Pierwszą postacią był Gaara. Spuściłam głowę. Miałam nadzieję, że go nie zobaczę. Bo być może zmienię zdanie, każę mu tu zostać. Albo wrócę. Wyrwę się stąd. I będę skazana na wieczność. Tym razem nie płakałam. Pogodziłam się z ta myślą, że nie żyję, że to już koniec. Usłyszałam jak Gaara zrywa się i do mnie podbiega. Złapał mnie za ręce.
- O boże, jak to? – zawołał. Nie odpowiedziałam. Postanowiłam milczeć. Bo mogłabym powiedzieć zbyt wiele.
- Zabili cię… - wyszeptał. Dalej nie odpowiadałam. – Kto to był? Jak? Dlaczego? – milczałam.

Teraz to już koniec….
Wszystko się kończy właśnie w tym miejscu…
Nie będę płakać.
Nie warto.

- Dlaczego się nie odzywasz? – powiedział Gaara, potrząsając mną. Nie opierałam się. Jak kukła. Gaara położył rękę pod moją brodę i zadarł do góry, tak żeby patrzeć mi w oczy, ale ja odwróciłam wzrok. Bałam się, że odczyta z moich oczu strach, ból, to, że chcę, żeby ze mną został. To, że tak naprawdę teraz chcę jego śmierci. W tym momencie podeszła do nas druga postać.
- Ach tak. – powiedziała. Zimnym, wręcz lodowatym głosem. – Ty – zwrócił się do Gaary. – Wracasz. – Teraz popatrzyłam na niego. Gaara zwrócił wzrok na postać w kapturze.
- Że co?

Tak, już nigdy więcej.
Zapamiętaj.
Nigdy.

- To, co słyszysz. Wracasz. – postać machnęła ręką i Gaara zniknął. Zamrugałam szybko oczami. – To był niezwykły gest z twojej strony. – powiedziała postać. – Niewielu takich jak ty tu trafia… Ale i tak to nie ode mnie zależy, gdzie trafisz. – popatrzyłam na nią obojętnym i nieobecnym wzrokiem. Postać zniknęła. Wtedy zamiast bieli pojawiła się ciemność. Ogarnęła wszystko. Czerń. Rozejrzałam się. Byłam tam tylko ja. Wtedy spojrzałam na moje dłonie. Wokół mnie była biała poświata. Nie wiedząc co zrobić, zerwałam się do biegu. I trafiłam na przeszkodę. Coś w rodzaju ściany, której w rzeczywistości nie było. Upadłam na tyłek. Podniosłam się szybko i dotknęłam tej ściany, która nagle rozjaśniała. Cofnęłam się szybko na parę metrów, odskoczyłam Od niej jak oparzona. Na ścianie zaczęły pojawiać się obrazy. Z mojego życia. Nie wszystko, tylko kilka urwanych filmów. Nie rozumiałam o co chodzi, ani dlaczego się pojawiają. Odwróciłam się, nie chciałam na to patrzeć. Ale za mną też była ściana z filmami. Były ze wszystkich stron, także nade mną i pode mną. Zamknęłam oczy. I widziałam te obrazy i tak. W głowie słyszałam głosy. Sasuke, Kakashi’ego, wszystkie. Zlewały się ze sobą i były coraz głośniejsze. Złapałam się za głowę. Zaczęłam się trząść i krzyczeć. Nie chciałam tego oglądać, ani słyszeć. Głosy rozsadzały mi głowę. W pewnym momencie wszystko po prostu znikło i ucichło. Otworzyłam oczy. Znowu biel. Znowu zobaczyłam postać.
- Ale dzień. – mruknęła. – Znowu zamiana… Ech, nieważne, wynocha. – zanim zdążyłam coś powiedzieć, biel znikła.

~~*~~

- Czy to aby na pewno zadziałało?
- No, Ayi się udało, więc jej tym bardziej…
- Patrzcie, chyba się budzi! – powoli otworzyłam oczy. Wszyscy okrążali mnie i wpatrywali się z napięciem. Rozszerzyłam oczy. Wszystko mnie bolało. Byłam tak obolała, że nie mogłam się ruszyć. Popatrzyłam w niebo. Było jasne, błękitne. Zamknęłam oczy. A więc to nie sen. Znowu żyję. Nic mi się nie przywidziało. Wtedy uderzyła mnie myśl i podniosłam się do pozycji siedzącej.
- Kto… - wycharczałam. Wszyscy spuścili głowy. Rozejrzałam się i zobaczyłam babcię Chiyo, leżącą nieruchomo z zamkniętymi oczami niedaleko mnie. Ukryłam twarz w dłoniach. Nie tak miało się to skończyć. Miało nie być żadnych ofiar. A tak przeżyłam śmierć kliniczną, i przeze mnie babcia Chiyo była martwa. Już nigdy nie uśmiechnie się ciepło, nie nazwie mnie córcią, ani nie będę mogła pójść się jej wypłakać. To był koniec. Potrząsnęłam głową. I wtedy poczułam, że ktoś mocno mnie obejmuje. Opuściłam ręce i bez słowa patrzyłam tępo przed siebie.
- To niesprawiedliwe. – powiedziałam głośno. Obróciłam głowę w stronę osoby, która mnie przytula i zobaczyłam rudą czuprynę. Położyłam mu głowę na ramieniu.
- Niesprawiedliwe… - wyszeptałam. Nie śmiałam nawet spojrzeć reszcie w oczy. Gaara odsunął się ode mnie i popatrzył mi głęboko w oczy. Nawet nie musiałam nic mówić. Przecież wiedział. Wtedy podbiegła do nas Zettaini i kucnęła.
- Aya – powiedziała. Popatrzyłam na nią. Na jej twarz, która wcześniej wyrażała taką niechęć do mnie, pogardę. Teraz patrzyła z dumą i szacunkiem. – Jesteś prawdziwym shinobi. Nigdy nie widziałam nikogo bardziej dzielnego Od ciebie. – oświadczyła. Popatrzyłam na nią. Po policzkach spłynęły mi łzy wzruszenia.
- Dziękuję. – powiedziałam, przytulając ją.
- Przepraszam, że byłam taką jędzą. – powiedziałyśmy jednocześnie. Uśmiechnęłam się. Właśnie zyskałam wiernego, oddanego i prawdziwego przyjaciela.


Aya-san 1/03/2008 20:43:41 [Powrót] Komentuj



Hey u mnie nowa nocia :)
A i Twoja jesy długa czytałam ją dwa dni xD bo co chwila ktoś mnie odsuwał od koma :D Fajny szablonik. No i powiadom o next :D
sakura-go 6/03/2008 17:45:37
| brak www IP: 77.223.226.143

Jak pisałaœ w komętarzu super długa przeraziło mnie to jak to zobaczyłam , ale warto było tyle czytac
pozdrawiam papa
Watashi 2/03/2008 17:08:42
| brak www IP: 83.142.222.242

hmph, notka faktycznie dłuuuuga.
I mam prośbę, nie pisz mi notek informacyjnych, że u Ciebie nowa notka... Bo potem to ja muszę kasować (nie lubię spamu).
Namida 2/03/2008 15:46:04
| brak www IP: 83.20.33.204

Świetnie opisałas moment śmierci Ayi, ta notka była super!Dzięki za poinformowanie mnie,życzę powodzenia w dalszym pisaniu i pozdrawiam.Nie wiem czy wiesz mam też drugiego bloga.O itachim:www.itachi-uchiha.blog4u.pl
Nemai Karaim 2/03/2008 08:24:22
| brak www IP: 83.13.46.186

Super notka i nie wiem czemu tak na nią narzekasz. Mnie się podobała bez dwóch zdań.
miyoko-chan 1/03/2008 21:37:13
| brak www IP: 89.79.10.11

Jakie piękne... Boshe. Faktycznie długie. Ale ja przeczytałam całe. Warto ^^ Cudowne, naprawdę. Dobrze, że wszyscy żyjš (prawie... ale to z Chiyo musiało się stać) i że nic poważniejszego nikomu nie jest :) czekam na następnš.
Kingusi4 1/03/2008 21:33:50
| brak www IP: 213.134.160.229